![]() |
![]() |
Świadectwa
Gorąco
prosimy o nadsyłanie swoich świadectw -
Świadectwa po odejściu w mediach
Na dzień konsekracji Ks. Biskupa Kazimierza Majdańskiego we Włocławku - Sługa Boży Stefan Kardynał Wyszyński
Fragmenty świadectw z okazji 50-lecia kapłaństwa, opublikowanych w książce „Facere voluntatem Tuam” (Szczecin 1995):
- Kto potrafiłby jak On...? - dr med. Stanisław Bieńka (Poznań)
- Nauczyłam się kochać Polaków - Karolina Zahner (Monachium)
- Świadectwo o Czasie Wielkiej Próby - Karolina Zahner (Monachium)
- Droga do kapłaństwa - niezwykła i bolesna - Ks. Kazimierz Tartanus (Turek)
- Złączyła nas wspólna praca - Ks. prof. dr hab. Stanisław Olejnik (Izabelin koło Warszawy)
- Redaktor "Ateneum Kapłańskiego" - Ks. Franciszek Jóźwiak (Włocławek)
- Kresowa stanica Polski - Mieczysław Ustasiak (Szczecin)
- Żeby stali się rodziną - Mieczysław Szymczak (Szczecin)
- Ojciec oddany całym sercem i duszą diecezji - Siostra M. Artemia Kadłubek, służebniczka
- Wspomnienie - Janina i Jerzy Juchniewiczowie (Szczecin)
- Ojcu - Paweł Kwas
- Wspomnienie o pierwszym spotkaniu - Anna Przyborowska (Warszawa)
Kto
potrafiłby jak On...? dr
med. Stanisław Bieńka (Poznań)
Nie jest łatwo pisać o Człowieku tej miary, wielkiej kultury osobistej, a zarazem przeogromnej serdeczności i przyjaźni oraz głębokiej wiary.
Kto mógłby jak On - gnębiony w Dachau m.in. przez lekarza SS dokonującego na Nim tzw. doświadczeń pseudo-medycznych wszczepionej ropowicy - by w kilka lat po wojnie, w czasie rozprawy sądowej wytyczonej przeciwko temu lekarzowi - powiedzieć prawdę o jego zbrodniczych czynach, a potem podać mu rękę wybaczając najokrutniejsze zło, cierpienia graniczące ze śmiercią.
dr med. Stanisław Bieńka (Poznań)
Moje pierwsze spotkanie z Ks. Arcybiskupem Kazimierzem Majdańskim miało miejsce w lipcu 1987 r. w Weltenburgu nad Dunajem w związku z rekolekcjami. Wszystkie uczestniczki zostały mu wówczas przedstawione, a on kierował do każdej to samo pytanie: "Skąd pani pochodzi?" Kiedy wymieniłam Monachium, dodał cicho: "Tak, niedaleko stamtąd spędziłem parę lat". Wiedziałyśmy już o jego pobycie w Dachau. Ks. Arcybiskup promieniował taką serdecznością i dobrem, że wszystkie byłyśmy nim oczarowane.
(...) Choć zdrowie Ks. Arcybiskupa zostało przed laty solidnie nadwyrężone w wyniku okrutnych eksperymentów pseudo-medycznych, to ani razu nie słyszałam słów oskarżenia, nienawiści czy zemsty. Wielkość jego ducha polega na przebaczającej miłości, której w szczególny sposób dał wyraz w Monachium podczas procesu lekarza obozowego dr. Schütza, zwracając się do niego ze słowami: „Wybaczam panu”.
Ks. Arcybiskup Majdański jest dla mnie świątobliwym biskupem, który niósł swój krzyż za Chrystusem na wszystkich trudnych etapach swojego życia.
Poprzez moje spotkania z nim oraz z jego przyjaciółmi z Instytutu Świętej Rodziny w Łomiankach nauczyłam się szanować, a przede wszystkim kochać Polaków.
Karolina Zahner (Monachium)
Świadectwo o Czasie Wielkiej Próby
W książce pt. „Będziecie moimi świadkami” Księdza Arcybiskupa Kazimierza Majdańskiego odnalazłam myśli, które i mnie nurtowały przez wiele lat: jak sprawdzał się człowiek, jak sprawdzało się jego człowieczeństwo w ekstremalnych warunkach życia w obozach koncentracyjnych. Ponadto uświadomiłam sobie, że wiedza o męczeństwie polskich duchownych w czasie ostatniej wojny w społeczeństwie polskim jest znikoma. Brak także filmów dokumentalnych na ten temat, choć należą się one duchownym, bo ginęli za to, że byli kapłanami polskimi. Znalazłam u Księdza Arcybiskupa pełne zrozumienie i wsparcie mego przedsięwzięcia, choć nie we wszystkim zgadzaliśmy się. Ksiądz Arcybiskup namawiał mnie stale, by do udziału w filmie zaprosić jeszcze kilku innych duchownych-byłych więźniów Dachau, przecież każdy z nich wniósłby jakieś inne wartości. A mnie się jednak wydawało, że do refleksji lepiej pobudzają myśli w formie monologu. W końcu, bez przekonania, zgodził się ze mną.
Ksiądz Arcybiskup niechętnie powracał do przeżyć obozowych. „Pani Wando, co tu się działo!”- wypowiedział tylko to jedno krótkie zdanie, gdy w czasie zdjęć stanęliśmy z kamerą w pobliżu krematorium, w miejscu uśmiercania więźniów. Wspomnienie koszmarów obozowych z pewnością nie przysporzyły zdrowia Księdzu Arcybiskupowi. Przykro mi, ale myślę, że prawda o człowieku przekazana w filmie: „Czas Wielkiej Próby” przez świadka i uczestnika tamtych tragicznych lat dla młodzieży i historii ma wartość bezcenną. Spośród wszystkich moich filmów dwa są dla mnie najważniejsze: „Konzentrationlager-Buchenwald” poświęcony mojemu Ojcu, i „Czas Wielkiej Próby”, który z Księdzem Arcybiskupem poświęciliśmy pamięci tych kapłanów polskich, którzy na zawsze pozostali w Dachau.
Wanda Rollny (Łódź)
Droga do kapłaństwa - niezwykła i bolesna
Wielu jeszcze ze współcześnie żyjących pamięta ogromną radość, jaka stawała się udziałem ludzi, a nas Polaków w sposób szczególny, przed 50 laty. Koniec wojny światowej. Ustały strzały, wyszli z ukrycia i powrócili do swoich domów ci, którzy z różnych względów zmuszeni byli ukrywać się przed hitlerowskimi najeźdźcami. Radość stawała się coraz większa, gdy zaczęły dochodzić wiadomości, że pootwierały się hitlerowskie więzienia, że zostali oswobodzeni więźniowie obozów koncentracyjnych. Ta radość jeszcze się potęgowała, gdy zaczęli wracać do swoich z obozów koncentracyjnych. Przeżywała ją w sposób szczegóły społeczność seminaryjna we Włocławku. Powracali stopniowo, w przeciągu dłuższego czasu, z obozu w Dachau Księża Profesorowie, jak m.in. Ks. Jan Adamecki, Ks. Franciszek Korszyński - późniejszy biskup pomocniczy, Ks. Leon Andrzejewski, Ks. Bolesław Kunka, Ks. Stefan Biskupski. Z miejsca włączali się oni w prace działającego już Seminarium Duchownego, odciążając nadmiernie już wówczas obciążonych wykładami Księży Profesorów, jak Ks. Prof. Antoniego Borowskiego, czy Ks. Prof. Adama Jankowskiego, którzy prowadzili w Seminarium Włocławskim wykłady właściwie z wszystkich przedmiotów.
Powracający Księża Profesorowie opowiadali nam nie tylko swoje bolesne przeżycia obozowe, ale również mówili i o "Jasnych Promieniach", jak to później sformułował w tak zatytułowanej swojej książce Biskup Franciszek Korszyński. Mówili z ogromną radością o klerykach, swoich wychowankach, którzy wspólnie dzielili obozowe lata w Dachau. Wśród ocalałych od śmierci w obozie byli i tacy, którzy ukończyli studia jeszcze przed wywiezieniem ich do Dachau, ale nie otrzymali święceń kapłańskich, a przyjęli je dopiero z rąk swojego Biskupa Karola Mieczysława Radońskiego w Paryżu, po wyzwoleniu z obozu, w dniu 29 lipca 1945 r. W ich gronie był alumn Kazimierz Majdański, dzisiaj Arcybiskup-Jubilat. To właśnie On był jednym z owych Jasnych Promieni, o Nim wspomniany wyżej Biskup Franciszek Korszyński pisał: "... alumn Seminarium Duchownego we Włocławku. Młody, inteligentny, utalentowany. Miał dużą łatwość obcowania ze współbraćmi więźniami, świeckimi i duchownymi, z rodakami i cudzoziemcami. Bardzo uczynny, chętnie brał żywy udział w różnych imprezach obozowych, a zwłaszcza śpieszył z pomocą biednym "cugangom" i chorym. Wycieńczony głodem i zniszczony długimi doświadczeniami flegmonowymi, nie zachwiał się ani na chwilę, wspaniałomyślnie znosząc swe cierpienia" (Bp Franciszek Korszyński "Jasne Promienie w Dachau", Pallotinum Poznań 1957, str. 201). I dalej nam opowiadali nasi Księża Profesorowie w Seminarium o tym, że niektórzy z kapłanów wyświęconych w Paryżu po wyzwoleniu z obozu, pozostali jeszcze za granicą, aby tam odbyć studia specjalistyczne. Wymieniany był po wielokroć razy Ks. Kazimierz Majdański, obecnie Arcybiskup. Czekano na Jego przybycie. I stało się. Nadszedł już rok 1949. Ujrzeliśmy w Seminarium we Włocławku młodego kapłana Ks. dra Kazimierza Majdańskiego. Początkowo, choć bardzo krótko urzekał nas nie tylko swoją kaznodziejską posługą Słowa Bożego w katedrze włocławskiej, pełniąc tam obowiązki wikariusza. W niedługim czasie przyszedł do nas jako profesor homiletyki i teologii moralnej. Na tym stanowisku Ks. Prof. K. Majdański dwoił się i troił, aby przez swoje wykłady jak najlepiej przygotować nas alumnów do pracy kapłańskiej. Był to okres, w którym brakowało jeszcze podręczników. Ks. Prof. opracowane przez siebie skrypty nieustannie uzupełniał, modyfikował i w ten sposób zabiegał o gruntowne przyswojenie przez słuchaczy jasno wykładanego przedmiotu. Jego wykłady były zawsze interesujące, a sposób ich prowadzenia ułatwiał nam ich zrozumienie. Działo się tak niewątpliwie dlatego, że z głęboką wiedzą, zdolnościami, inteligencją i ogromną pracowitością złączona była modlitwa i kontemplacja. Zasada "contemplata allis tradere" była przez nas wychowanków nie tylko wyczuwalna, ale i niemal widoczna u Księdza Profesora K. Majdańskiego.
Na wykładach z homiletyki uczył i właściwej dykcji, postulował konieczność zawsze poprawnego języka i zwracania uwagi na logikę, jasne przedstawianie prawdy teologicznej i wyciągania praktycznych wniosków i wskazań do indywidualnego zastosowania w życiu. W latach późniejszych, jako wicerektor, a tym samym i nasz główny wychowawca, widział chyba w każdym z nas swego przyjaciela. Stosowana przez Ks. Prof. zasada "fortiter in re, suaviter in modo" zjednywała mu naszą uległość i wdzięczność.
Już w tym okresie raz po raz przybywają Księdzu Profesorowi K. Majdańskiemu jakieś zadania i obowiązki. Po polskim "Październiku", gdy powstała możliwość wznowienia wydawania "Ateneum Kapłańskiego", Ks. Profesor zostaje jego naczelnym redaktorem, a w roku 1962 został wyniesiony do godności biskupa pomocniczego we Włocławku. Dnia 6 stycznia 1963 roku Biskup Diecezjalny Włocławski Antoni Pawłowski, powiadamiając o tym wiernych, pisał: "... Nowym Biskupem w naszej diecezji jest Ksiądz Kazimierz Majdański. Jest on związany z diecezją pochodzeniem, gdyż w niej przyszedł na świat, a także kapłaństwem, gdyż ukończył Seminarium Duchowne we Włocławku i święcenia otrzymał z rąk Biskupa włocławskiego. Drogę do kapłaństwa miał nie tylko niezwykłą, lecz nader uciążliwą i bolesną. ... W miarę możności w obozie pogłębiał swą wiedzę teologiczną. ... Przed sześciu laty podjął się wznowienia czasopisma przeznaczonego dla duchowieństwa pt. «Ateneum Kapłańskie» i prowadzi je po dzień dzisiejszy jako redaktor. W kierowaniu tego czasopisma wykazał rzutką przedsiębiorczość, trafne dostrzeganie ważnych zagadnień duszpasterskich i umiejętność dobierania poważnych współpracowników również spośród katolickiego laikatu. ...Jako wyraziciel nauki katolickiej nowy Ksiądz Biskup zaszczytnie wyróżnia się wybitną wiedzą w zakresie zagadnień rodzinnych i w dziedzinie życia wewnętrznego kapłanów..." (Kronika Diecezji Włocławskiej, 1963, str. 115).
Od tej pory Ks. Bp Kazimierz Majdański jako biskup sufragan i Wikariusz Generalny wchodzi w nurt innej nieco pracy, na pewno bardziej wyczerpującej i odpowiedzialnej. Wszystkie zajęcia, wszelkie czynności- czego w pewnym okresie byłem naocznym świadkiem i niekiedy uczestnikiem - wykonywał jak zawsze z wielką dokładnością i umiłowaniem Chrystusowego Kościoła. To ostatnie zawsze przedkładał ponad wszystko.
Wizytacje kanoniczne parafii Ksiądz Biskup K. Majdański przeprowadzał zawsze pod kątem poruszenia i ożywienia jej od strony duszpasterskiej, a umęczonemu niekiedy duszpasterzowi umiał wlewać otuchę i nadzieję, które wyzwalały moce do dalszych i bardziej skutecznych poczynań. I tak było w diecezji włocławskiej do marca 1979 roku, to jest do czasu przejścia Księdza Biskupa K. Majdańskiego na stolicę Biskupią w Szczecinie.
Ks. Kazimierz Tartanus (Turek)
Z Kazimierzem, dziś arcybiskupem, Majdańskim byliśmy razem w Wyższym Seminarium Duchownym we Włocławku w roku akademickim 1938-1939, duża różnica "kursów" nie dała nam jednak możliwości nawiązania bliższej więzi koleżeńskiej. Nastąpiło to dopiero po wojnie, gdy - już wyświęceni na kapłanów - spotkaliśmy się przy pracy jako profesorowie tegoż Seminarium.
acząłem tam wykładać w 1953 r., pięć lat po doktoracie, a trzy po objęciu stanowiska adiunkta na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Warszawskiego. Ksiądz Majdański stanowisko profesora we Włocławku objął parę lat wcześniej, po przeżyciu gehenny obozu wyniszczenia w Dachau i po studiach specjalistycznych we Fryburgu, uwieńczonych doktoratem z teologii moralnej. Seminarium Włocławskie, cieszące się przed wojną uzasadnioną sławą znakomitej, jednej z najlepszych w Polsce uczelni teologicznych, straciło w niemieckich obozach wyniszczenia dużą część swej kadry profesorskiej. Kilku innych wybitnych profesorów odeszło ze świata lub na wyższe stanowiska w Kościele (Wyszyński, Jankowski, Iwanicki). W tej sytuacji my, dwaj młodzi teologowie moraliści z doktoratami, poważnie umacnialiśmy naukową pozycje Uczelni Włocławskiej. Wyszliśmy z różnych "szkół" (środowisk) teologicznych, nie różniliśmy się jednak zupełnie poglądami w rodzących się już wtedy różnych, niekiedy trudnych problemach moralnych. Byliśmy przede wszystkim już od początku i pozostaliśmy zawsze wierni nauce Kościoła, zwłaszcza przekazywanej przez Magisterium, w rozwiązywaniu tych problemów. Jeśli zaś była między nami, przy rodzącej się wtedy przyjaźni, jakaś rywalizacja, to w gorliwości, w staraniach i wysiłkach, aby jak najlepiej wypełnić swe szczególne powołanie dydaktyczno-wychowawcze wykładowców teologii moralnej i wychowawców przyszłych kapłanów.
Ks. profesor Majdański oprócz zajęć wykładowcy w Seminarium pełnił jeszcze wiele innych funkcji diecezjalnych. Diecezja Włocławska była wtedy uboga w księży, może nawet najuboższa ze wszystkich w Polsce, straciła ich bowiem w czasie wojny, głównie w niemieckich obozach wyniszczenia, prawie 50% w stosunku do stanu przedwojennego (220 księży). Trudno się zatem dziwić, że młody, gorliwy i wykształcony za granicą ksiądz Kazimierz był zapracowany. Pracował, chciał i musiał pracować, za wielu. Ale i ze mną nie było inaczej. Nie było wprost funkcji w Diecezji, której bym nie pełnił, a przy tym szły one często obok siebie, splatały się i plątały ze sobą, uniemożliwiając niekiedy dobre ich wykonanie. A przecież byłem wtedy ciągle mocno zaangażowany na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Warszawskiego przemianowanym w roku 1954 na ATK, a później, od roku 1958 także na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim.
W roku 1957 ks. prof. Majdański został mianowany wicerektorem Wyższego Seminarium Duchownego we Włocławku. To bardzo ważne i odpowiedzialne stanowisko moderatora-wychowawcy przyszłego duchowieństwa pełnił przez wiele lat, z dużym zaangażowaniem, ale i znawstwem. Do dostojnej, bo setki lat liczącej uczelni, tej Alma Mater Vladislaviensis, wniósł swą osobą, stylem pracy, metodą wychowania - z "wolnego świata", z Europy zachodniej, nowe, orzeźwiające tchnienie - tchnienie wolności. Promieniował wśród alumnów ten młody, elegancki, niezmiernie subtelny w podejściu, lecz dużo wymagający od siebie i innych - tych przyszłych kapłanów - kapłan, profesor i wychowawca swą bogatą osobowością ukształtowaną przez studia zagraniczne, a jeszcze bardziej przez pięcioletnią gehennę hitlerowskich obozów wyniszczenia.
Był wychowawcą znakomitym. Jeszcze dziś starsi księża Diecezji Włocławskiej, jego ongiś wychowankowie, wspominają z sentymentem jego "moderatorstwo". Pracował na stanowisku wicerektora gorliwie, mądrze i ofiarnie, nie szczędząc alumnom czasu, troski i wysiłku. Jego starania o alumnów nie ograniczały się tylko do przekazania im wiedzy i wyrobienia duchowego, lecz dotyczyły również udostępniania godziwej rozrywki i dobrego odpoczynku. Księża, ówcześni wychowankowie Seminarium Włocławskiego, ze wzruszeniem i wdzięcznością wspominają, jak ks. wicerektor Kazimierz Majdański - nie bez wielkich starań z jego strony - urządzał dla nich letnie i zimowe ferie, wczasy w atrakcyjnych miejscowościach podtatrzańskich.
Profesura w Wyższym Seminarium Duchownym we Włocławku angażuje ks. Kazimierza Majdańskiego przez 14 lat (1949-1963). Wicerektorem został w 1957 r., a więc w rok po "odwilży Gomółkowskiej", w czasie pewnego złagodzenia prześladowania Kościoła w Polsce przez władze komunistyczne. "Odprężenie" w stosunkach między państwem a Kościołem, przy wielkich u nas nadziejach na zupełną swobodę w działalności Kościoła, pozwoliło ks. wicerektorowi Majdańskiemu podjąć starania w stronę "otwarcia" - w dobrym tego słowa znaczeniu - Seminarium na świat. Ale "odwilż" nie trwała długo, a nasze nadzieje na wolność w krótkim już czasie okazały się złudne. Władze komunistyczne wróciły znowu do starych, wypróbowanych w Sowietach, metod nacisku - kłamstwa, zastraszenia i innych środków prześladowania, by złamać i zniewolić Kościół w Polsce. Zmusiło to wychowawców Seminarium Duchownego we Włocławku do zaostrzenia czujności, a więc jakby - przynajmniej na pewien czas - odcięcia się znów od "świata".
Na rok przed nominacją na wicerektora, w roku 1956, został ks. Majdański najpierw wybrany przez Radę Profesorską Wyższego Seminarium Duchownego, a następnie mianowany przez biskupa włocławskiego naczelnym redaktorem pisma "Ateneum Kapłańskie". Tę funkcję pełnił prawie 20 lat, do roku 1975, stawiając to zasłużone, najstarsze pismo teologiczne w Polsce (wychodzi od 1908 r.) na wysokim poziomie redakcyjnym i edytorskim. Jako jeden ze współredaktorów tego pisma mogę świadczyć, że jego naczelny redaktor pracował w nim i dla niego z ogromnym oddaniem i poświęceniem. To jego w dużej mierze zasługa, że "Ateneum Kapłańskie" ożyło, zatętniło współczesną problematyką z zakresu teologii i nauk pokrewnych. Przyniósł on ze studiów fryburskich dużą wiedzę, a ponadto uwrażliwienie na aktualną tematykę badawczą w teologii. Znał też doskonale nasze ówczesne potrzeby i umiał je wyartykułować, stając się przez to inicjatorem wzięcia ich na warsztat pisarski. Dzięki temu "Ateneum Kapłańskie" w okresie złagodzonego (choć zawsze dokuczliwego) nacisku cenzury państwowej przekazywało rzeszom polskiego duchowieństwa rzetelne osiągnięcia współczesnej refleksji z zakresu filozofii, teologii i nauk kościelnych.
Naczelny redaktor rzadko wtedy pisywał artykuły do "Ateneum Kapłańskiego". Obyczajem dobrych redaktorów łamy swego czasopisma oddawał innym. Ale to w jego rękach, w pewnym sensie, "rodziły się" wszystkie publikowane artykuły. Do współpracy w przygotowaniu poszczególnych zeszytów potrafił włączyć najbardziej wtedy znaczących, nie tylko zresztą polskich, przedstawicieli nauki. Zapraszał na konsultacje, umiał pytać i cierpliwie słuchać. Prowadził szeroką korespondencję "konsultacyjną". Fachowcom też, na ogół, powierzał opracowanie poszczególnych zeszytów, które w pewnym momencie nabrały charakteru zeszytów monotematycznych. Trudno się zatem dziwić, że znał dobrze treść publikowanych artykułów, których często sam był adiustatorem. Wyrazem tego były pełne treści, choć krótkie, wprowadzenia do poszczególnych zeszytów. W czasie trwania Soboru Watykańskiego II redakcja "Ateneum Kapłańskiego" poświęciła czasopismo problemom stanowiącym przedmiot debat i uchwał soborowych, mając na uwadze potrzebę nowej teologii i życia kościelnego w Polsce. Czytelnicy pisma otrzymali w tym czasie w jego zeszytach monotematycznych znakomite komentarze do wszystkich dokumentów Soboru.
Ks. Majdański, oddany pracy dydaktycznej i wychowawczej w Seminarium Włocławskim oraz zapracowany w redakcji "Ateneum Kapłańskiego", nie zaniedbywał jednak nigdy dziedziny teologicznej. Nie zaniedbał jej nawet wtedy, gdy został biskupem. Na tym stanowisku poszerzyły się natomiast jego możliwości działania jako organizatora nauki. Wielkie w tym zakresie zdolności ujawnił już zresztą na stanowisku naczelnego redaktora "Ateneum Kapłańskiego". Jako biskup - początkowo pomocniczy włocławski, a następnie ordynariusz szczecińsko-kamieński - swoją pracę naukową związał z Akademią Teologii Katolickiej w Warszawie. Tu przejawił ogromny dynamizm twórczy zarówno w kierunku pisarskim, jak i organizacyjno-naukowym. (...)
Jako - od samego początku - bliski świadek tej jego pracy, muszę z naciskiem podkreślić, że jej wyniki ogromnie przerosły oczekiwania wszystkich, nawet najbardziej oddanych Ks. Arcybiskupowi pracowników naukowych ATK. Nie zaniedbując bowiem obowiązków arcypasterza powierzonej mu diecezji, przy swoim kruchym zdrowiu, zdobył się na takie osiągnięcia naukowe w zakresie teologii, że mógł osiągnąć tytuł profesora, poprzedzony oczywiście habilitacją. Nie poprzestawał jednak na publikacjach, dydaktyce akademickiej i szkoleniu kadry naukowej, co jest zadaniem i obowiązkiem każdego profesora. Sięgnął po laury organizatora nauki w wysokim stylu.Przełamując piętrzące się trudności i przeszkody, niekiedy tak wielkie, że - jak się wydawało - wprost nie do przełamania, powołał do życia i zorganizował kwitnący dziś Instytut Studiów nad Rodziną, którym po dzień dzisiejszy kieruje. Jako pracownik naukowy ATK, a więc kolega (i to "po fachu") Ks. Arcybiskupa Kazimierza, a przy tym jego od dziesiątek lat i po dzień dzisiejszy serdeczny przyjaciel, miałem nie raz okazję przeżywać wraz z nim bolesne zmagania Instytutu o formalne uznanie, o angażowanie i rozwój kadry naukowej etc. etc. W pierwszych latach istnienia Instytutu pomagałem mu przez swe tam, w Łomiankach, wykłady. Później zastąpili mnie w tym inni, młodzi teologowie, moi uczniowie lub pomocnicy. Ale ciągle sprawy Instytutu były mi bardzo bliskie, a jego rozwój i osiągnięcia stanowią źródło szczerej radości. Wiąże się ona z uczuciem uznania, wręcz podziwu dla twórcy Instytutu, ks. arcybiskupa Kazimierza Majdańskiego. Nie ma tu miejsca na omawianie, czy nawet podsumowywanie osiągnięć naukowo-badawczych czy naukowo-dydaktycznych ks. prof. dr. hab. Kazimierza Majdańskiego. Każdy jednak, kto choćby pobieżnie zapoznał się z jego dorobkiem pisarskim, uzna bez trudności, że dominuje w nim aspekt moralno-duszpasterski. Jego zaś pasją naukową, życiową i kapłańską - rozumianą religijnie jako misja, powołanie Boże - było (...) dźwigać moralnie polską rodzinę.
Ks. prof. dr hab. Stanisław Olejnik (Izabelin koło Warszawy)
Redaktor "Ateneum Kapłańskiego"
Przyjechał do Włocławka z Fryburga szwajcarskiego, gdzie na tamtejszym uniwersytecie odbył studia i zdobył doktorat z teologii moralnej, napisany pod kierunkiem znanego profesora, Demana. Miał za sobą gehennę obozu koncentracyjnego w Dachau, skąd wśród innych przeżyć wniósł też doświadczenie dokonywanych na nim eksperymentów pseudomedycznych. Święcenia kapłańskie przyjął w Paryżu, 29 lipca 1945 roku, z rąk biskupa Karola Radońskiego. Fotografia z tych wyjątkowych święceń znajduje się do dziś w Seminarium Włocławskim, z charakterystycznym podpisem, wyrażającym długą i ciernistą drogę do kapłaństwa:
In Polonia nati et educati
In Germania
Pro Ecclesia et Patria affliciti
In Galia sacerdotes Christi facti
Parisiis 29. VII. 1945 A.D. [1]
Wśród neoprezbiterów jest właśnie ks. Kazimierz Majdański. Nie było Go w Polsce od czasu wywiezienia do obozu, kiedy został aresztowany jako kleryk Włocławskiego Seminarium Duchownego. Wrócił bogaty wiedzą, ale i przebytym cierpieniem. Został wikariuszem parafii katedralnej, jedynym wikariuszem w ogromnej wówczas parafii, jakby Pan Bóg chciał Go przygotować do obecnej posługi w diecezji, w której jest najmniejsza ilość księży w naszym kraju. Proboszczem był wtedy starszy już ´kapłan, ks. infułat Józef Kruszyński, były rektor KUL, profesor Pisma Świętego, znany tłumacz i płodny pisarz. Po krótkim wikariacie, młody ksiądz Kazimierz przeszedł do Seminarium, by objąć tam wykłady z teologii moralnej i homiletyki. Uczył nas zasad wymowy, imponując dokładnością i wspaniałą dykcją. Kiedy otrzymałem promocję na trzeci rok, ogłoszono, że ks. profesor Majdański został wicerektorem Seminarium. Pamiętam, że pełniąc tę funkcję był bardzo wymagający, ale też słynął zarazem z ogromnej kultury i taktu. Podczas regularnie organizowanych konferencji uzasadniał podejmowane decyzje, motywował zarządzenia, dbając, by nasze spojrzenie na różne sprawy było zawsze wykładnikiem założonej formacji.
W roku 1956 zostało wznowione, zawieszone w czasach stalinowskich, czasopismo teologiczne: "Ateneum Kapłańskie". Miało ono długą, trwającą od 1909 roku tradycję i było szeroko znane, zarówno w Polsce, jak poza jej granicami. "Powstanie «Ateneum»- pisał ks. kardynał Wyszyński, długoletni redaktor czasopisma- było zapowiedzią renesansu myśli katolickiej w Polsce, było wolą utrzymania łączności z europejską nauką katolicką, pragnieniem zbliżenia tej nauki do szeregów duchowieństwa (...) Pismo zwracało uwagę całemu światu na to, że Polska, pomimo niewoli politycznej, żyła duchem wolności myśli, czekając na zasłużone zmartwychwstanie (...)"
W takie właśnie dziedzictwo wchodził ks. K. Majdański, nowy redaktor naczelny "Ateneum", który już przed jego zawieszeniem pracował w redakcji jako jej sekretarz, u boku ks. profesora Stefana Biskupskiego. Czekała Go trudna praca. Przez lata przymusowego zamknięcia całe archiwum zostało rozproszone. Trzeba było wszystko organizować od nowa i to dosłownie, gdyż nowy Redaktor postanowił dostosować pismo do zmieniających się czasów. Od pierwszego numeru wznowionego "Ateneum" każdy zeszyt poświęcony był jednemu problemowi, ukazywanemu z różnych punktów widzenia. W ten sposób czytelnik otrzymywał kompendium wiedzy na interesujący go temat.
Początkowo, wszystkie siły i możliwości wydawnicze, "Ateneum" oddało na usługi wielkiej sprawy Nowenny przed Tysiącleciem Chrztu Polski. Następnie przyszedł sobór. "Ateneum Kapłańskie", jako pierwsze wydawnictwo w Polsce, podjęło trudną inicjatywę komentowania dokumentów soborowych. W miarę, jak pozwalała na to dostępna literatura, komentarze te stawały się coraz bogatsze, na przykład komentarz do konstytucji "Gaudium et spes" zajął kilka zeszytów, obejmujących cały rocznik czasopisma. Każdy z opracowywanych dokumentów przedstawiany był na tle światowej literatury teologicznej. Znakomite przeglądy bibliograficzne opracowywał znany teolog, ojciec Bernard Przybylski OP, stały współpracownik pisma i jego oddany przyjaciel.
Przez łamy "Ateneum" przewijała się cała rzesza autorów. Redaktor Naczelny miał niezwykłą umiejętność nawiązywania kontaktów z ciekawymi ludźmi. Pragnął, by pojawiały się często nowe nazwiska. Cenił też nowych autorów, pomagał im, kiedy widział zapowiadające się pióra. Niektórzy z nich stali się później znanymi i cenionymi i pisarzami. W "Ateneum" publikowali swe teksty autorzy rodzimi i zagraniczni, choć pierwszeństwo należało do ´rodzimych, chyba, że zagraniczne pióro było w danej problematyce nieporównanie lepsze. Redaktorowi pisma chodziło bowiem o ukazanie dorobku polskiej teologii.
Jednym z celów czasopisma, w omawianym okresie, stał się jego duszpasterski charakter, przy równoczesnym zachowaniu walorów naukowych. Rozumiejąc postulat jedności treści i formy Redaktor Naczelny troszczył się o poprawność pod każdym względem. Wrażliwy esteta, poczynając od okładki po najdrobniejsze szczegóły, zwracał uwagę na sformułowanie tematów i tytułów, by sposób ujęcia był atrakcyjny dla czytelnika. Język wypowiedzi musiał być poprawny, a piękno słowa powinno przyciągać odbiorców, dając im materiał do refleksji i dostęp do prawdziwej wiedzy teologicznej. Dbając o poprawność formalną czasopisma Redaktor Naczelny ogromną wagę przywiązywał do adiustacji artykułów. Była to najtrudniejsza praca, którą wykonywał sam, wkładając w nią i niejedną nieprzespaną noc. Trud ten jednak przynosił zamierzone owoce.
Czego uczył swoich współpracowników? Miał umiejętność wprowadzania ich w świat. Miał też, jak już wspomniałem, wręcz naturalną zdolność kontaktowania się z ludźmi. Kontakty te, po kilku zaledwie spotkaniach, przeradzały się w długotrwałe przyjaźnie. Współpraca zaś dawała zadowolenie, stawała się przyjemnością, a nie ciężarem, była oczekiwaniem na nowe spotkanie.
Takie przemiłe spotkania odbywały się we wrocławskiej sufraganii. Były one często spotkaniami roboczymi, wypracowywaniem tematyki, dyskusją o autorach. Nierzadko przyjeżdżał na nie brat Redaktora, Walenty, znakomity publicysta i pisarz, człowiek młody do końca swego życia, mający ciągle nowe pomysły. Płynęły one z umiłowania Kościoła, który był dlań prawdziwą Matką. Bolał, że wielu chrześcijan swym życiem kompromituje Kościół i swą działalnością starał się temu zaradzić. Daruje Jubilat tę wstawkę o Walentym, jak Go nazywaliśmy między sobą, ale Jego obecność wiele znaczyła w tych spotkaniach.
Wróćmy jednak do Redaktora Naczelnego. Imponowała nam i udzielała się Jego pracowitość. Każdą minutę racjonalnie wykorzystywał, przy czym nie było widać w Jego pracy i działaniu pośpiechu. Wyznawał zasadę, że nie wolno zmarnować czasu danego przez Boga. Toteż dziś pracuje nawet podczas swych licznych i długich podróży, o czym świadczy lampka i stolik, zainstalowane w samochodzie. Właśnie dzięki tej pracowitości mógł łączyć wiele trudnych funkcji z prowadzeniem odpowiedzialnego czasopisma. Był przecież ogólnopolskim duszpasterzem służby zdrowia, zajmował się problemami rodziny, wiele tworzył i publikował. Z tych zainteresowań powstał między innymi znany Instytut Studiów nad Rodziną. A kiedy został Biskupem szczecińsko-kamieńskim - doszło jeszcze jedno zadanie, choć inne trwać nie przestały.
Mimo, iż upłynęło sporo lat od chwili, gdy obowiązki Redaktora "Ateneum Kapłańskiego" - nie odmawia prośbie o artykuł czy pomoc. Dał temu wyraz na Jubileuszu 75-lecia czasopisma, gdy Go poproszono o wykład podczas uroczystej sesji naukowej i o słowo w trakcie uroczystej akademii. Mówi o :Ateneum Kapłańskim" często i chętnie, bo przecież temu pismu ofiarował tak wiele zaangażowania umysłu i życzliwości serca .
Ks. Franciszek Jóźwiak (Włocławek)
Przedruk artykułu: Redaktor :Ateneum Kapłańskiego". W: Wczoraj i dziś. Wydanie specjalne. 13 III 1988 s. 11. Autor zmarł w 1988 r.
Posługiwanie duszpasterskie ks. abp. Kazimierza Majdańskiego w Diecezji Szczecińsko-Kamieńskiej przypadło na lata szczególnie bogate w wydarzenia. Wielki strajk w 1980 roku, okres „Solidarności”, stan wojenny wywarły istotne piętno na życiu naszego społeczeństwa. Moje wspomnienia kieruję w stronę tych wydarzeń, uczestnicząc bowiem w nich bezpośrednio, wielokrotnie uświadamiałem sobie, o ile ta ówczesna rzeczywistość byłaby dla nas trudniejsza, gdyby nie troska, opieka i rady Ojca Diecezji. Drzwi Domu Biskupiego były zawsze otwarte i spędzaliśmy tam wiele czasu na przedstawianiu aktualnych kłopotów, słuchaniu rad, dzieleniu się ocenami, przewidywaniami. Nasze uwięzienia i internowania były mniej dolegliwe, gdy zarówno my sami, jak i nasze rodziny pozostawaliśmy pod troskliwą opieką. Trudno w pełni wyrazić wdzięczność, jaką jesteśmy winni, my ludzie „Solidarności”, za to wszystko, czego doznaliśmy ze strony ks. Arcybiskupa i całego diecezjalnego Kościoła.
Wizyta Ojca św. w Szczecinie była wydarzeniem historycznym, które nie wiadomo, czy kiedykolwiek znajdzie powtórzenie. Trzeba było ogromnej pracy, by doszła do skutku, trzeba było wiele konsekwentnego działania prowadzonego przez ks. Arcybiskupa. Poprzedziło ją spotkanie Diecezji Szczecińsko-Kamieńskiej z Ojcem św. w Częstochowie w 1983 roku. Ma ono dla mnie także osobisty wymiar. Stanąłem wówczas przed Ojcem Świętym, który ogarnął mnie uściskiem, dowiedziawszy się od ks. Arcybiskupa, że niedawno opuściłem więzienie.
Przyszedł rok 1988 i strajk w szczecińskim porcie. Przybrał on w jakimś stopniu formę bardziej przypominającą zamknięte rekolekcje. Wzajemne zrozumienie i zaufanie między ludźmi „Solidarności” i Kościołem hierarchicznym, w szczególności ks. Arcybiskupem, było ogromne i przynosiło owoce.
Każdego roku w rocznice grudnia '70 i sierpnia '80 spotykaliśmy się w kościele katedralnym, by modlić się za polskie trudne sprawy, za tych, którzy oddali za nie życie, ale także by, wysłuchać, co powie nam Pasterz Diecezji. Były takie lata, gdy spotkania te odbywały się w dużym napięciu i zagrożeniu - brzemię odpowiedzialności nie było lekkie.
W słowach kierowanych do diecezjan wielokrotnie ks. Arcybiskup zwracał uwagę na szczególną role przypadającą tej kresowej stanicy, jaką jest Pomorze Zachodnie oraz uświadamiał nam naszą rodzącą się z tych faktów odpowiedzialność. Przypominał przy każdej okazji, że to od nas zależy, czy będzie tutaj, już na zawsze, Polska i Kościół. Aby tak właśnie było, trzeba pracy u samych fundamentów. On sam jej nie szczędził i rozpoznawał trafnie kierunki koniecznych działań. Dlatego tyle zabiegów o budowę Wyższego Seminarium Duchownego. Najpierw starania o właściwą lokalizację i niepoddawanie się małodusznym radom, aby zgodzić się na każdą, bo nie wiadomo, co będzie dalej. Udało się wywalczyć najlepszą, udało się wybudować i dzisiaj jest już tak wrośnięte w społeczność Kościoła lokalnego, że aż trudno uzmysłowić sobie, iż kiedyś, w końcu nie tak dawno, nie było ani Seminarium, ani Diecezji Szczecińsko-Kamieńskiej. W porę Szczecin stał się stolicą biskupią i zasiadł na niej człowiek postrzegający swoją pracę szeroko, w wymiarze historycznych zadań, stojących na tych ziemiach północno-zachodnich przed Kościołem i Polską.
Mieczysław Ustasiak (Szczecin)
W herbie biskupim ks. prof. Kazimierza Majdańskiego znajdują się słowa: "Facere voluntatem Tuam" (czynić wole Twoją). Tę gotowość nieustannego wypełniania woli Bożej chcę zarysować w niniejszym szkicu, ograniczając się do bardzo skrótowego przedstawienie dwóch jedynie nurtów Jego pasterskiej posługi:
- służby rodzinie, i
- posługi duszpasterskiej wobec świata społecznego i politycznego.
Intencja moją nie jest recenzowanie biskupich wskazań i pouczeń, a jedynie pokorne ich poświadczenie. - Świadectwo przyjęcia i uznania ich za swoje.
Służba rodzinie
Teologia małżeństwa i rodziny jest zapewne dziedziną najbliższą sercu ks. bpa Kazimierza Majdańskiego. Dziedziną jego zarówno teologicznych badań i poszukiwań, jaki i duszpasterskich wskazań. W obu - jest niekwestionowanym autorytetem. Świadczą o tym tomy specjalistycznej literatury zarówno jego własnych, oryginalnych prac, jak i opracowań recenzujących jego w tym zakresie dorobek.
W szkicu niniejszym pomijam cały dorobek Księdza Biskupa jako naukowca, dorobek par excellance badawczy. Przedmiotem niniejszej refleksji jest owo sprzężenie teorii z praktyką, tak charakterystyczne w posłudze Księdza Biskupa.
Zresztą, już sama geneza zainteresowań rodzinnych ks. Majdańskiego zasługuje na oddzielne potraktowanie.
Myślę, że można wysunąć przypuszczenie, iż fascynacja rodziną w poszukiwaniach naukowych ks. K. Majdańskiego zrodziła się po prostu z rzetelnej i wnikliwej analizy rzeczywistości doczesnej. To "rozpatrywanie" rzeczywistości wywołało w świadomości Autora postanowienie, iż trzeba pomóc ludziom, aby chcieli stać się rodziną. Postanowienie, być może zrodzone już w ponurych czasach hitlerowskiego upodlenia, którego był ofiarą. To przypuszczenie znajduje uzasadnienie w wielu enuncjacjach samego Księdza Biskupa. Przytoczę niektóre. Pisze, iż jeszcze w okresie pobytu w obozie w Sachsenhausen "wśród przeżyć religijnych budzi się w nas potrzeba ufności w ocalenie, które może przyjść tylko od Boga. Rodzi się więc inicjatywa oddania się pod szczególną opiekę św. Józefa, który jest Opiekunem Kościoła i otrzymał misję ocalenia życia Syna Bożego" [2] .
I dalej:
"Akt zawierzenia św. Józefowi, jaki w chwilach niezwykłej grozy złożyli więźniowie Dachau, wyrażał gorącą troskę o rodzinę (podkreślenie moje - MS). Z tej samej troski, przenikającej kościelne środowisko polskie, wyrósł zamiar stworzenia instytucji naukowej, poświęconej współczesnej problematyce rodzinnej. Chodziło przy tym o to, by teologia małżeństwa i rodziny została wsparta także innymi dyscyplinami naukowymi, które służą rodzinie. Tak pojęty zamiar, pionierski i niezwykle trudny, został powierzony św. Józefowi. Nieoczekiwanie, urzędowa wiadomość o możliwości zrealizowania tej inicjatywy przyszła - po żmudnych i długich staraniach - 29 kwietnia 1975 roku do Kalisza, gdy w Sanktuarium św. Józefa odbywały się uroczystości trzydziestolecia uwolnienia Dachau. Powstały wtedy Instytut Studiów nad Rodziną... znalazł potwierdzenie swojej roli w Adhortacji Apostolskiej Papieża Jana Pawła II "Familiaris consortio", mówiącej o konieczności organizowania studiów wyższych, stanowiących podstawę dla duszpasterskich zadań Kościoła wobec rodziny" [3] .
Tyle sam Autor w przedmiocie genezy swoich naukowych poszukiwań. Charakterystyczne jest wymienienie struktury rodzinnej w kontekście aż dwóch obozów koncentracyjnych: Sachsenhausen i Dachau (oba były udziałem Autora).
Zorganizowany w 1975 samodzielny Zakład Teologii Praktycznej realizował swoje zadanie w czterech pracowniach naukowych: teologicznej, psychologiczno-pedagogicznej, medyczno-fizjologicznej oraz społeczno-ekonomicznej.
1 kwietnia 1980 roku Zakład Teologii Praktycznej przekształcony został w Instytut Studiów nad Rodziną ATK. Dodajmy, iż w roku akademickim 1979/80 powstał w Szczecinie Punkt Konsultacyjny tegoż Instytutu. Inauguracja odbyła się 9 listopada 1979 roku. Zadaniem Instytutu jest wypracowywanie podstaw naukowych dla współczesnego duszpasterstwa rodzin oraz zapewnienie słuchaczom właściwej wiedzy w zakresie nauk o rodzinie. Jest to Instytut o charakterze interdyscyplinarnym.
W 1980 roku biskup Majdański mianowany został przez Papieża Jana Pawła II wiceprzewodniczącym i sekretarzem Watykańskiego Komitetu d/s Rodziny. Jemu też powierzył Papież zorganizowanie V Synodu Biskupów poświęconego rodzinie chrześcijańskiej w świecie współczesnym.
Po zakończeniu Synodu Ks. Biskup przyczynił się znacznie do powstania Papieskiej Rady do spraw Rodziny jako samodzielnego dykasterium Stolicy Apostolskiej, w której prezydium aktywnie uczestniczy, odpowiadając za kontynent europejski.
Rodzina w rozumieniu ks. biskupa jest fundamentem, jest opoką, na której stoi Kościół, ale stoi także Polska, stoi ludzkość. "nie ma Polski i nie ma Kościoła poza tobą, rodzino! Poza tobą i bez ciebie" - mówił w katedrze św. Jakuba [4] .
Jego pasterską troską objęte jest wszystko, czym rodzina żyje i co rodziny dotyczy. Ubolewa nad spadkiem przyrostu naturalnego, który od szeregu lat ciągle się pogłębia. Martwi go zarobkowa emigracja młodych, smucą rozwody, których liczba z każdym rokiem rośnie. Prawdziwym jednak cierpieniem napełnia jego ludzkie i kapłańskie sumienie każda wiadomość o zabijaniu nienarodzonych. Ten świadek wielu heroicznych śmierci, męczennik obozu zagłady, zna cenę życia. Ze wszystkich swych sił woła: Nie zabijaj! "Niech wreszcie ustanie okrucieństwo wobec nienarodzonych, skoro giną nie mogąc jeszcze wołać" [5] .
Rodzina musi być ocalona, bo nie ma innej drogi odrodzenia społeczeństw, jak ich odrodzenie przez rodziny [6] .
To biskupie uwrażliwienie na problematykę małżeństwa i rodziny bardzo wysoko ocenił Ojciec Święty Jan Paweł II. Na Jasnych Błoniach w Szczecinie 11 czerwca 1987 roku mówił:
"Wasz Pasterz, biskup Kazimierz Majdański, nosi w swojej pasterskiej «legitymacji» ten wielki temat, tę wielką sprawę: rodzina. Małżeństwo i rodzina. Sprawie tej służył i służy, nie tylko w Polsce, ale także w Rzymie. Nie przestaję mu być wdzięczny za to, co uczynił dla Papieskiej Rady do spraw Rodziny, zwłaszcza w związku z Synodem 1980 roku" [7] .
Posługa duszpasterska wobec świata społecznego i politycznego
Obok problematyki rodziny posługa Księdza Biskupa wobec świata społecznego i politycznego jest, w moim przekonaniu drugą, najbogatszą dziedziną nauczania Ordynariusza szczecińsko-kamieńskiego. Nauczania społecznego.
Ponad 150 Listów Pasterskich dotykających ludzkiego "dziś" tu i teraz. Wśród nich te, które słusznie uchodzą za koronę społecznego nauczania Biskupa, tzn. te upamiętniające przez szereg lat wydarzenia Grudnia 1970 roku i te upamiętniające przez lat dziesięć wydarzenia Sierpnia 1980 roku.
Co uderza w tym społecznym nauczaniu Ks. Biskupa? Przede wszystkim wyczulenie na ludzką krzywdę i niesprawiedliwość. Historiozofia ks. bpa Majdańskiego splata się w przedziwny sposób z dziejami konkretnego pokolenia Polaków. Filozofię dziejów rozpatruje nie w oderwaniu od człowieka, ale w ścisłym z nim powiązaniu. A nawet więcej - od człowieka najczęściej wychodzi.
Przytoczę kilka charakterystycznych fragmentów:
"Wierzymy, że żyjąc na Pomorzu Zachodnim i w Szczecinie, żyjemy w granicach koniecznych dla istnienia narodu" (katedra, 30.09.1986).
"Poznaliśmy, Matko, jak głębokie rany w naszym życiu osobistym, rodzinnym i społecznym pozostawiły nasze słabości, grzechy i nałogi... Odnowę Narodu trzeba nam zacząć od własnego serca. Spraw, abyśmy nie poprzestali na oskarżaniu innych i wyliczaniu ich przewinień" (Brama Stoczni, Szczecin, 18.08.1981).
"Z kpinami z Pana Boga ja, polski kleryk, spotkałem się po raz pierwszy nie na polskiej ziemi. Bo to nie jest polskie. To było w strasznym, neopogańskim obozie" [8] .
"Za dwa dni - 1 września. Kto pamięta 1 września 1939 roku - września straszliwej katastrofy narodowej?... Niech nam znów nie mówią: Polska nad przepaścią. Bo Polska to jest wielka rzecz. Bóg nam powierzył honor Polski. Więc będziemy go bronić" [9] .
"W sposób nagły spadły na nas znowuż wstrząsy społeczne. Dzielę z Wami wszystkimi, Drodzy Diecezjanie, serdeczną troskę o naszą teraźniejszość i przyszłość. Nie wolno mi też milczeń. Pragnę spełnić nałożony na mnie przez Boga i Kościół obowiązek i zabrać w tej trudnej sytuacji głos.
Was zaś proszę, Ukochani Diecezjanie, byście ten głos spokojnie rozważyli. Wszyscy bowiem odpowiadamy za Szczecin, Pomorze Zachodnie, za całą Polskę, a Kościół ma obowiązek nieść tu własną posługę, jak to zawsze wiernie czynił" [10] .
"Człowiek prowadzi niszczycielska gospodarkę nie tylko w swoim, niekiedy już mocno zdeprawowanym wnętrzu, lecz także wokół siebie. Prowadzi rabunkową gospodarkę zasobami ziemi, mórz i oceanów. Zanieczyszcza rzeki, trzebi lasy i zatruwa powietrze. Niszczy życie na ziemi i w wodzie: życie ptaków, ryb i zwierząt. Niszczy wreszcie pierwszą i podstawową komórkę ekologii ludzkiej, jaką jest rodzina. To ten człowiek - niszczyciel - niszczy życie innych ludzi. Wystarczy, że są słabi i bezbronni, jak to jest z każdym człowiekiem przed urodzeniem i z każdym człowiekiem przed odejściem z tej ziemi. Wiek XX zapisał nazwiska największych zbrodniarzy ludzkości. I ten sam wiek XX ogłosił zasadę: jeżeli prawo na to pozwala, to wolno zniszczyć także życie niewinnego człowieka" [11] .
Powtórzmy pytanie: Co uderza w tym społecznym nauczaniu?
Przede wszystkim ogromne umiłowanie człowieka i Ojczyzny, tej tu i teraz, i tej sprzed 1000 lat, Polski Mieszkowej i Polski Bolesławów. W tamtych dziejach bowiem tkwią korzenie naszej tożsamości: korzenie Polski i polskiego Kościoła.
Wydarzenia historyczne są dla ks. Biskupa okazją do refleksji aktualnych, a te z kolei są punktem wyjścia ku przyszłości. Albowiem zadaniem podstawowym Kościoła jest ewangelizacja, to znaczy obowiązek przemiany i doskonalenia siebie i otaczającego nas środowiska. Nauczanie Biskupa obejmuje tylko te fakty społeczne, które podlegają ocenie moralnej. Ocenie, na ile są lub nie są sprawiedliwe względem człowieka, na ile uznają godność i przyrodzone prawa osoby ludzkiej.
Wskazania moralne ks. Biskupa ukierunkowane są zawsze na konkretne potrzeby lokalnej wspólnoty, choć oczywiście z równą mocą odnoszą się do całego Narodu, do całego Kościoła. Jedynie punkt wyjścia jest lokalny, jest rezultatem specyficznych uwarunkowań miejsca i czasu.
Biskup mówi:
"Był taki strajk, strajk ludzi tęskniących za prawdą, strajk ludzi głodnych sprawiedliwości, strajk ludzi odważnych, rozsądnych, cierpliwych, ludzi ogarniętych pragnieniem, by Ojczyzna oddychała wolnością, zgodą i pokojem" [12] .
Godne podkreślenia jest to, że we wszystkich tych wskazaniach, a nawet napomnieniach, Ks. Biskup występuje jako pasterz, przewodnik, stróż i nauczyciel moralności, a nie jako polityk.
Mówi:
"Kościół nie jest po to, by uprawiać politykę, wielką czy małą, ale po to, by dawać człowiekowi Boga" [13] .
Zwróćmy na koniec uwagę, że to społeczne nauczanie Księdza Biskupa zawsze przepojone jest modlitwą, umiłowaniem Ojczyzny i miłością do człowieka. Wydarzenia świata społecznego i politycznego są dla Biskupa zawsze tylko okazją do społecznej katechezy. Okazją niesienia ufności i nadziei. Tej zapisanej w biskupim herbie: "Facere voluntatem Tuam".
Czynić wolę Twoją - to znaczy służyć!
Służyć Bogu, Ojczyźnie, Życiu.
Mieczysław Szymczak (Szczecin)
Ojciec oddany całym sercem i duszą diecezji
W godzinach popołudniowych przybył nie zapowiedziany nowo mianowany Biskup Ordynariusz. Dom nie był jeszcze przygotowany na przyjęcie nowego Biskupa. Nie było powitania kwiatami, ale za to było dobre słowo. Ponieważ cały dom biskupi był w remoncie, nie było miejsca by umieścić przybyłego gościa-Domownika. Jedynym dostępnym pomieszczeniem była nie zagospodarowana weranda. Ks. Biskup przyjął propozycję zamieszkania w niej i serdecznie podziękował. Wniosłyśmy tapczan, miednicę, dzbanek z wodą i taboret. Okna pozasłaniałyśmy prześcieradłami. Tam Biskup mieszkał przez dłuższy czas, dopóki nie ukończono remontu. Zwierzył mi się raz: "dobrze jest na tej werandzie, bo jest tu ubogo, bardzo się z tego cieszę".
Po jakimś czasie zbliżał się ingres Biskupi. Diecezja bardzo duża i rozległa, młoda i nie zupełnie zorganizowana. Ludność w niej różnorodna. Początki były bardzo trudne, Biskupa często widziałyśmy w kaplicy. Panu Bogu przedkładał troski i ogromne kłopoty diecezji. Widać było, że moc czerpał z Eucharystii i modlitwy.
Bardzo szybko pozyskał sobie ludzi. Był bardzo dostępny i wszystkich wysłuchiwał, zawsze z dobrocią i łagodnością. Przez częste głoszenie Słowa Bożego, które zawsze było bardzo głębokie i bogate w treści, zjednał sobie przychylność ludzi. Szczególnie, choć nie tylko, cała inteligencja zwracała się do Niego i to w różnych potrzebach. Przemawiał do ludzi serdecznie i z wiarą: "Jak dobrze nam tu być, gdyż Jezus jest między nami, gdzie czujemy się kochani przez Niego, gdy mówi do nas i rozumie nasze potrzeby, nasze troski. Prośmy Go, a On nas ubogaci."- tak kiedyś przemówił w Katedrze.
Widać było, że cierpienia przebyte w Dachau ciągle w Nim są i odbijają się na Jego zdrowiu. Niejednokrotnie mimo nieprzespanych nocy pracował bardzo. Wspólne rozmowy były ubogacające, także radość wspólnej modlitwy.
Jakże często podczas Mszy św. w domowej kaplicy, ubogacał nas swoją mądrością, miłością i dobrocią płynącą z serca przepełnionego Bogiem. Radość przebywania z Nim podczas rekreacji, gdy tylko był w Domu, była dla nas źródłem nowej energii do pracy. Trzeba z wdzięcznością powiedzieć, że współpraca układała się bardzo dobrze. Te wspólnie w Domu Biskupim przeżyte chwile u Jego boku w czasie 8 lat mego przełożeństwa są niezapomniane, a zdobyte doświadczenia przekazywane są w innych placówkach pracy. (...) Wspominam Go stale jako dobrego i serdecznego człowieka, Ojca oddanego całym sercem i duszą diecezji całemu Kościołowi i Polsce.Siostra M. Artemia Kadłubek, służebniczka
Dziękujemy gorąco Bogu za 13 lat pasterzowania naszego Umiłowanego Biskupa. Wdzięczni jesteśmy Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II, że właśnie Biskupa Kazimierza powołał na zwierzchnika naszej Diecezji. Do tych prastarych Ziem Piastowskich miał największe prawo Ten, który przeszedł kaźń najstraszniejszego obozu i z całą miłością przebaczał nieprzyjaciołom. Pamiętny dzień Ingresu - niedziela Palmowa 8 kwietnia 1979 roku. Uczestniczymy w uroczystej procesji z Kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa do Katedry ulicami Szczecina, wypełnionymi ludem powierzonym opiece obecnego Jubilata. Do dzisiaj pamiętamy słowa Prymasa 1000 lecia, Sługi Bożego, Kardynała Stefana Wyszyńskiego: "Drogi Biskup Kazimierz, jako były więzień obozów koncentracyjnych, ofiara nieludzkich cierpień, udręk i upokorzeń... będzie dla Narodu żywym symbolem sprawiedliwości Ojca Narodów, a dla innych ludów ostrzeżeniem”.
Od tamtego pamiętnego dnia podjął odważnie pasterzowanie w ogromnym trudzie, realizując Boże plany. Budował kościoły- te wspaniałe, i te ciche wiejskie. Braliśmy udział w uroczystościach poświęcenia niektórych z nich. Znaki czasów - to nazwy kościołów: Matki Bożej Fatimskiej- Sanktuarium na Osiedlu Słonecznym, na Wzgórzu Hetmańskim - Matki Bożej Częstochowskiej Hetmanki naszego Narodu, Sanktuarium Matki Bożej Pokoju w Siekierkach nad Odrą, na Osiedlu Zawadzkiego - św. Ottona z Bambergu (wdzięczność za ofiarę życia, jaką Święty poniósł w czasie panowania Bolesława Krzywoustego).
Spotykaliśmy naszego Biskupa w budujących się świątyniach, w zimne poranki na Rezurekcjach, wśród nocy na Pasterkach, przy poświęcaniu dzwonów (pamiętamy szczególnie podniosłą uroczystość poświęcenia dzwonów przy Kaplicy na ulicy Zawadzkiego, gdzie uczestniczyli tłumnie parafianie z płonącymi świecami w rękach). Corocznie witaliśmy z Nim Nowy Rok na nabożeństwach o północy w Katedrze Szczecińskiej. Rekolekcje dla służby zdrowia prowadzone przez księdza Biskupa w Katedrze przeżywaliśmy w sposób szczególny.
Pracował bardzo dużo, a przecież się męczył, bo to takie ludzkie. Wspaniałe dzieło pasterzowania Jubilata - to budowa Wyższego Seminarium Duchownego p.w. Świętej Rodziny. Ileż trudu wymagało uzyskanie zezwolenia na budowę w owym czasie, wiedzą wszyscy. Niestrudzenie starał się o osobisty udział Ojca Świętego we wmurowanie kamienia węgielnego pod budowę. W czasie drugiej pielgrzymki Ojciec Święty przekazał w Częstochowie kamień węgielny i ogłosił nam, zebranym wówczas pielgrzymom z Diecezji Szczecińsko - Kamieńskiej, jak to: „ogromnie się stara i wyprasza Wasz Biskup, abym przyjechał do Szczecina i sam kamień węgielny wmurował”. I tak też się stało. Podczas trzeciej pielgrzymki do Ojczyzny mogliśmy modlić się w Szczecinie z ukochanym Ojcem Świętym Janem Pawłem II, Polakiem i z Jego rąk otrzymać Komunię św.
13 lat pasterzowania - to dużo czy mało? Licząc czas - to niewiele, oceniając dokonania - to bardzo dużo. Nie można nie wspomnieć o sprowadzaniu i zakładaniu przez Jubilata Zakonów w Szczecinie: Sióstr Matki Teresy z Kalkuty, Zakonu Kontemplacyjnego Sióstr Karmelitanek, Zakonu Dominikanów, utworzenie ogniska św. Brata Alberta dla opuszczonych chłopców, gdzie często spotykaliśmy się. To Jego wielka troska mobilizowała nas do opieki i służenia. Podobnie było też z Domem Samotnej Matki w Karwowie koło Szczecina, gdzie przebywają dziewczęta oczekujące dziecka. Otaczał serdeczną opieką każdego potrzebującego. Jego entuzjazm udzielił się nam, lekarzom, i trwa nadal. Nauczyliśmy się od Jubilata służenia w sposób szczególny, bardziej niż zobowiązuje nas etyka i deontologia lekarska. Ubogacała nas Jego bezpośredniość, życzliwość, serdeczność i miłość.
Na spotkaniach z lekarzami zadziwiał nas znajomością historii Ziem, które zamieszkujemy - od Cedyni po Siekierki. Podkreślał wciąż, że jesteśmy tutaj dziedzicami praojców Piastów. Tu tkwią nasze korzenie.
Dom Biskupa był dla nas zawsze otwarty. Tematem rozmów i dyskusji były problemy zawodowe, utwierdzał naszą wiarę, uczył postaw w trudnych czasach, wybaczania i miłości nieprzyjaciół. Był naszym duchowym Ojcem, kierował powierzonym ludem rozważnie. Panował nad emocjami w czasie strajków, aby chronić każde życie. Walczył wytrwale o życie nienarodzonych dzieci, o zniesienie ustawy pozwalającej na bezkarne zabijanie Polaków. Dał temu wyraz w czasie nawiedzenia obrazu Matki Bożej Częstochowskiej w naszej Diecezji w zawołaniu: „Jasnogórska Matko Kościoła ocal miłość i życie”.
My lekarze w sposób szczególny miłowaliśmy Go, aby wynagrodzić cierpienia, które zadali Mu też lekarze w najstraszniejszym obozie, robiąc na Nim okrutne doświadczenia pseudomedyczne. Bóg Go ocalił. Jak to się stało, że ten "udręczony Kleryk wśród strasznej grozy obozu - kaźni i okrutnej zimy, przywiązujący pantyny rzemykami do przegubów, aby nie spadły” (cyt. z książki Jubilata „Będziecie Moimi świadkami...”) włodarzył tu na Ziemiach Mieszka i Chrobrego obdarzony przez Boga pełnią Kapłaństwa? Czy wówczas pomyślał o tym? To nie przypadek, że Bóg Go tu postawił. W życiu nie ma przypadków jak pisze Bł. Edyta Stein w „Mądrości Krzyża”.
Janina i Jerzy Juchniewiczowie (Szczecin)
Za
to
że na szarych schodach
mojego domu
pojawił się kiedyś
fiolet
Twojej sutanny
i powiedziałeś mojej
matce
że ma dobre oczy
że dla moich bliskich
miałeś dobre słowo
gdy stawali w Twoim
domu
za
to
że obdarzyłeś mnie
tak wielkim zaufaniem
że tak wiele razy
schylałem głowę
przed kreślonym w
powietrzu
Twoją ręką
Znakiem Krzyża
za
to
że stałeś blady
przed stołem ofiarnym
i smutek drażnił Ci
oczy
i mówić przeszkadzał
bo ci dla których
chciałeś być ojcem
nie mogli zdobyć się
na znak pokoju
za
to
że uśmiechałeś się przy powitaniu
i prócz pochwalenia Boga
wypowiadałeś młodzieńcze "cześć"
za to wszystko
teraz
dziękuję Ci Ojcze
Łomianki, 26 listopada 1978 r.
Wspomnienie o pierwszym spotkaniu z Arcybiskupem Kazimierzem Majdańskim, w najserdeczniejszym podziękowaniu za to pytanie, z którym się do mnie zwrócił wówczas – w Łomiankach, w maju 1994 roku.
Gdzieś, jak zwykle, biegłam. Wpadłam na chwilę - no nie, powiedzmy na jakąś godzinę, może dwie, po południu byłam już jednak dalej umówiona, jak zwykle, w ważnej sprawie.
To, że i na Mszy będę na miejscu, wkalkulowałam w zyski, i tak przecież musiałabym być w kościele, a tak - za jedną drogą.
I nagle - jakbym uwięzła w bursztynie. Światło wlewało się przez wysokie okna wraz ze świeżą zielenią późnego maja. Wróciło z bardzo daleka wspomnienie chwili, która trwa. Otacza jak bańka powietrza. Jest, istnieje. A w niej trwają kształty, kolory, zapachy - i ja. Kiedyś tak czułam istnienie, ale ile lat miałam wtedy? - siedem, osiem?
Tak trwałam w zalanej ciepłym światłem kaplicy może kwadrans, zanim zaczęła się powoli wypełniać ludźmi, którzy najwyraźniej się blisko znali.
I pierwsze słowa, jakie usłyszałam od stojącego na wyciągnięcie ręki Celebransa, brzmiały: Nie śpieszcie się. Zwolnijcie. Nie trzeba się tak śpieszyć...
W czasie obiadu już wiedziałam, że zajęcia przewidziane na to niedzielne popołudnie wcale nie są pilne, mogłam więc przyjąć zaproszenie na coś, co tu nazywano “wspólnotą”. W jakimś przytulnym kątku dalej się snuła nieśpieszna rozmowa rozpoczęta przy obiedzie. Tematy tylko stały się bardziej ważące, dotykały spraw, które wypełniają sens egzystencji. I w końcu, przed rozstaniem, usłyszałam pytanie: Czy chcę być świadkiem Chrystusa?
Nigdy nie słyszałam, by ktoś postawił takie pytanie inaczej niż retorycznie. Tym razem usłyszałam je skierowane wprost do siebie. Wstrząsnęło mną, chociaż nie domagało się natychmiastowej odpowiedzi.
Nigdy nie przyszło mi do głowy, że ktoś się może tego naprawdę po mnie spodziewać.
A przecież chodziłam wiernie w każdą niedzielę do kościoła, wiernie spowiadałam się z zapomnianych pacierzy, mięso w piątki jadłam tylko wtedy, gdy nic innego nie było w karcie... Naprawdę miałam się za dobrą katoliczkę.
- Być świadkiem Chrystusa. - Czy chcę?
I jeszcze: że z tą decyzją wiąże się zgoda na cierpienie, upokorzenie, i mimo to - czy chcę?
Nigdy mi nie przyszło do głowy, że ktoś może się tego po mnie poważnie spodziewać.
Czy chcę być świadkiem Chrystusa...
Jak mam o Tobie świadczyć?! Czy ja naprawdę Ciebie znam, o Chryste?!
Nie opuszczają mnie te pytania od tamtej chwili i dlatego o nich opowiedziałam, ale mój syn, kiedy przeczytał to, co napisałam o spotkaniu z Księdzem Arcybiskupem, poprosił: zamiast pisać o swoich przeżyciach, napisz o Nim, – że jest taki miły, że bije od Niego takie ciepło...
Anna Przyborowska (Warszawa)
[1] W Polsce urodzeni i wychowani - w Niemczech - za Kościół i Ojczyznę udręczeni - We Francji zostali kapłanamiChrystusa - W Paryzu...
[2] Bp K. Majdański, Będziecie Moimi świadkami. Szczecin 1987, s. 79.
[3] Bp K. Majdański, op. cit., s. 204-205.
[4] 27.04.1982 r., zob. Wrócił tu Kościół, s. 66.
[5] Katedra św. Jakuba, 27.04.1982.
[6] Zob. Jan Paweł II, Szczecin, 11.06.1987.
[7] Trzecia pielgrzymka Jana Pawła II do Ojczyzny. IW PAX 1980, s. 145.
[8] Katedra, 30.08.1981.
[9] Katedra, 30.08.1981.
[10] Słowo pasterskie, 21.08.1988.
[11] Homilia w uroczystość Zwiastowania Pańskiego, Lublin, KUL, 25.03.1992 r.
[12] Szczecin, Brama Stoczni, 18.08.1981.
[13] Kazanie przy Bramie Stoczni, 18.08.1981.